Okiem eksperta: „MeloMaluchy MeloBrzuchy, czyli z rozwój przez muzykę”

Jedna z wielu teorii uczenia się muzyki… 

Pewnie większość z Was słyszała chociaż raz o mitycznych „gordonkach”. Gordonki to nic innego jak zajęcia umuzykalniające dla małych dzieci, a dokładniej dla tych najmłodszych, od urodzenia do ok. 3 roku życia. Przynajmniej o tym przedziale wiekowym mówi się najczęściej w kontekście umuzykalniania pozaszkolnego. Autorem tej teorii uczenia się muzyki jest profesor Edwin Elias Gordon, amerykański muzyk jazzowy i pedagog. Nie będę rozpisywać się na temat wielu badań, które przeprowadził, ale w skrócie powiem, że działał przez wieeeeele lat, jako nauczyciel muzyki młodszych i starszych dzieci i doszedł do jednego, prostego wniosku: dziecko może uczyć się muzyki tak samo, jak uczy się języka.

Jeśli potraktuje się „język muzyczny” tak samo, jak język ojczysty (lub inny, którego chcemy nauczyć dziecko), to oczywiste jest, że żeby nauczyć je mówić, to najłatwiej będzie nam mówić do dziecka w danym języku. Ale, nie należy mieszać języków, pamiętajcie! Dlaczego tak chętnie mamusie siedzą pół dnia z dzieckiem i ćwiczą z nim „ma-ma”…? Ano, żeby dziecko to wreszcie powtórzyło! Od tego zaczyna się nauka języka. Tak samo jest z muzyką! Ależ odkrywcze, prawda? Ha, ha, ha!

Dziecko słucha, przetwarza, rozumie i powtarza – tak wygląda proces uczenia się. Zresztą, u dorosłego, proces ten przebiega dokładnie tak samo. Profesor Gordon nazwał ten proces audiacją. Zaczął więc „mówić” do dzieci w języku muzycznym, żeby mogły go posłuchać. Potem dopiero w odpowiednim momencie ich rozwoju, przychodził czas, że dzieci powtarzały za nim. Tak więc śpiewał im znane lub nieznane melodie na prostych sylabach, tzw. śpiewanki i mówił wierszyki w rytmach prostych lub skomplikowanych, tzw. rytmiczanki. Do tego wszystkiego improwizował, czyli na żywo wymyślał nowe, nieznane dzieciom melodyjki i rytmy lub podobne do tych, które już słyszały na zajęciach.  Dzieciaki od razu załapały, o co chodzi i bardzo szybko zaczęły powtarzać melodie i samodzielnie improwizować. Podczas zajęć gordonowskich staramy się więc tylko śpiewać i rytmizować, nie mówimy do dzieci, żeby nie mieszać „języków”.

 

Moda?

Jakiś czas temu w Polsce zrobił się szał na zajęcia dodatkowe dla maluszków, dla dzieci zaraz po urodzeniu. Coraz chętniej (bo jest oferta!) chodzimy z dziećmi na zajęcia sportowe, multisensoryczne, plastyczne czy muzyczne. Takie aktywności mają zmusić nasze dzieci (za pomocą zabawy) do szybszego rozwoju. W tej szerokiej gamie zajęć dodatkowych pojawiły się też właśnie gordonki – zajęcia umuzykalniające dla dzieci poniżej 3.roku życia. Czy słusznie zabieramy dzieciom dzieciństwo i zabijamy ich naturalną umiejętność nudzenia się…? Każdy powinien ocenić to sam.

Załóżmy, że pójdziesz z dzieckiem na gordonki, chociaż jeśli chodzi o muzykę to tylko słyszysz różnicę czy grają czy nie. I czego się dowiesz? Tego, że takie spotkania z muzyką mają za zadanie rozwinąć w dziecku nie tylko zdolności muzyczne! Że wcale nie musisz być wybitnym artystą, żeby asystować dziecku w rozwoju muzycznym. Właśnie w tym gordonki mogą mieć przewagę nad innymi lekcjami muzyki. Podprogowo działają na szybszy rozwój mowy czy ruchu, dzięki słuchaniu i tworzeniu muzyki w mózgu powstają kolejne i kolejne neuropołączenia. Wystarczy, że będziesz starać się powtarzać to, co robi osoba prowadząca zajęcia, pokazywać dziecku, że dobrze się bawisz i ruszać się razem w rytm muzyki. Takie zadanie nie wydaje się zbyt trudne. Ja sama jestem zwolennikiem teorii, że dziecku należy śpiewać ZAWSZE, niezależnie od tego czy wydaje nam się, że potrafimy czy nie. Przecież dziecko i tak pokocha nasz głos, nie występujemy przed niemowlakiem jak w „Mam talent”…

Zadanie proste jak bułka z masłem

Na zajęciach nie korzystamy z instrumentów, jako akompaniamentu do śpiewu, nie rozmawiamy i staramy się używać jak najmniej wyrazów – czyli piosenki znane nam z domu/przedszkola przedstawiamy najczęściej z libretto „pam pam pam”. Dlaczego? Dlatego, że sylaby takie jak pa pa, pam pam czy ba ba, bam bam to jedne z pierwszych słów, które dziecko wypowiada. Dzięki temu na zajęciach posługujemy się językiem na poziomie dziecka, łatwiej dziecku (i rodzicom!) powtórzyć to, co śpiewa/rytmizuje prowadzący. Czasem usłyszymy piosenki, które znamy z własnego dzieciństwa (na przykład Wlazł kotek na płotek, Był sobie król czy Morskie opowieści), czasem wierszyki czy wyliczanki (Siała baba mak, Wpadła gruszka do fartuszka czy Raz rybki w morzu brały ślub), ale też znajdą się melodie w zupełnie innych brzmieniach, nieco bardziej skomplikowanych dla nas. Te skomplikowane melodie po to są śpiewane dziecku, żeby rozwinąć jego rozumienie i myślenie muzyczne. Coś brzmi bardziej jak szanta, a może hiszpańska melodia albo fragment muzyki filmowej? Nie są to melodyjki, które na co dzień słyszymy w radiu. Warto korzystać z takiego „szerokiego” słownika muzycznego, a nie mówić do dziecka tylko „podstawowymi” wyrazami. I uwierzcie – dla dziecka te śpiewanki wcale nie są trudne, dla niego są proste i przyjemne. Dla nas też będą, to tylko kwestia czasu!

W wolnym czasie

Sama jestem muzykiem i bardzo zależy mi na tym, żeby moje dzieci rozwijały się w świecie otoczonym dobrą muzyką. Nie jest to łatwe, zwłaszcza, że zalewa nas deszcz miałkich i niskiej jakości nagrań dla dzieciaków. Staramy się chodzić na koncerty i słuchać w domu piosenek z wyższej półki. A żeby jeszcze bardziej uatrakcyjnić czas wolny dzieciom i pokazać im mimo wszystko jak wyglądają i brzmią na żywo instrumenty, zabieram je właśnie na różne koncerty. Między innymi na MeloKoncerty – cykl spotkań dla niemowląt i małych dzieci. Organizuję je raz w miesiącu w Warszawie. W trakcie 40 minutowego koncertu mają przyjemność pobawić się w gordonki i posłuchać przebojów muzyki klasycznej granej na żywo. Więcej szczegółów o naszej działalności – zajęciach umuzykalniających dla najmłodszych dzieci (do 3-4 roku życia) i MeloKoncertach w Warszawie znajdziecie na Facebooku www.facebook.com/melomaluchymelobrzuchy.

Zapraszam!

https://www.youtube.com/watch?v=///-*0z-MpSpZV3s

 

 

NASZ EKSPERT:

Basia Jagodzińska-Habisiak

Muzyk, pedagog, organizator koncertów, wiceprezes Fundacji Camerata Varsovia, właściciel Agencji Artystycznej Nanu Art. Absolwentka Akademii Muzycznej w Warszawie na wydziale Edukacji Muzycznej i Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu na Wydziale Zarządzania. Nauczycielka muzyki w szkołach muzycznych i ogólnokształcących. Prowadziła zajęcia umuzykalniające dla dzieci w przedszkolach i w grupach z rodzicami. Uczestniczka kursu „Improwizuję, czyli audiuję” dla osób kierujących edukacją muzyczną małego dziecka zgodnie z założeniami teorii uczenia się muzyki Edwina Eliasa Gordona. Autorka projektu „MeloMaluchy MeloBrzuchy” – zajęć umuzykalniających dla kobiet w ciąży i dzieci do lat 3, tzw. „gordonków” oraz cyklu MeloKoncertów. Szczęśliwa żona swojego męża i mama dwójki małych szkrabów.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share